wtorek, 3 listopada 2015

Morskie znicze

Dzień Zmarłych,Wszystkich Świętych,czy jakkolwiek inaczej to nazywacie jest dla mnie dość specjalnym dniem. Nie chodzi mi tu o zwyczajne odwiedzanie grobów.
Uwielbiam wieczór tego dnia i kolejnych dni gdy znicze nadal rozjaśniają cmentarze.
W Dzień Zmarłych zawsze wychodzę z moją przyjaciółką około 20 wieczorem i idziemy na cmentarz. Jest tam wtedy pięknie. Zapalamy ostatnie znicze i rozmawiamy. Atmosfera nie do podrobienia. Może to głupie chodzić po cmentarzu,ale to jest na prawdę piękne. Rozmawiamy zazwyczaj o naszych rodzinach,o wspomnieniach. Na dłużej zatrzymałyśmy się teraz przy grobie naszej koleżanki,która zmarła w tym roku. Zapaliłam u niej znicz i długo myślałam w ciszy.

W poniedziałek miałam dzień wolny od szkoły,więc razem z rodziną wybraliśmy się do Gdańska. Jest tam pochowany tata mojego dziadka. Nie byli tam od bardzo dawna,a ja nie byłam na tamtym cmentarzu ani razu. Droga powinna nam zająć 3 godziny,jednak zajęła 4,5h przez nieustanne korki na rondach. Po finalnym dotarciu do Gdańska i odwiedzenia grobu dziadka ruszyliśmy w miasto.
Przechadzaliśmy się Nowym Rynkiem,wędrowaliśmy różnymi uliczkami i nie obyło się bez wizyty na plaży.
Od zawsze marzyłam,aby odwiedzić plażę jesienią i w nowy rok. Już jedno zaliczone,mam nadzieję że uda mi się w najbliższych latach odhaczyć drugie marzenie.
Przed wyjazdem w drogę powrotną byliśmy konkretnie głodni,więc zaciągnęliśmy głowę rodziny do restauracji. Nie obyło się bez nerwów podczas szukania restauracji. Ostatecznie to ja musiałam ich wszystkich prowadzić. Zjedliśmy niedrogo i bardzo dobrze w świetnej Praskiej restauracji.
Do domu wróciliśmy ok 22,straszna mgła nie pomagała w szybszym powrocie. Było za to wesoło,że płakałam ze śmiechu ;3
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz